CLICK HERE FOR BLOGGER TEMPLATES AND MYSPACE LAYOUTS »

wtorek, 28 października 2008

Drugi dzień podrózy poslubnej 28.10.2008 r. wtorek
Bardzo rano wyjechaliśmy (tj. o 10) i udaliśmy się w dalszą podróż. Za cel wybraliśmy sobie wspaniałą wyspę Norderney, która znajduje się na północy Niemiec. Oczywiście rano była piękna pogoda....potem też była trochę piękna, a na wyspie trochę padało, ale i tak było super.
Na wyspę popłynęliśmy promem z Norddeich. Trwało to około 45 min.


widok z Norddeich na Morze Północne....zjawiskowy....


A tak wygląda morze z promu. Trochę bujało :)



mewy złodziejki :P



A to my :) Państwo Pazdrowscy na wyspie Norderney


Foczki to symbol wyspy. Są tez te prawdziwe, ale akurat nie mielismy szczęścia ich zobaczyć.
Specjalne pozdrowienia od Janka dla wszystkich pozytywnych wariatów z Wariatkowa :)



A na koniec wróciliśmy plażą do promu...i oto moje dzieło...Fajna fotka?

Po powrocie do Norddeich pojechaliśmy do Amsterdamu. Trzeba przyznać, że drogi w Holandii są równie dobre jak w Niemczech, ale niestety ograniczenie do 120 km/h zakończyło jazdę "ogniem"...biedny Janek. Jak na razie średnia prędkość na całej trasie: 1500 km to: 103 km/h a spalanie 8,3 L/100km.


A tak wychodzi zdjęcie, jeśli się je chce zrobić nocą podczas szybkiej jazdy samochodem :)
Jak już dojechaliśmy do hotelu w Amsterdamie, to okazło się, że parking niestety jest oddzielny i znajduje się w jakimś centrum handlowym. Swoją drogą to wstyd, żeby hotel nie miał swojego parkingu. Tak więc poszliśmy sobie po bagaże....co prawda trochę na około...bo nie mogliśmy znaleźć wejścia do parkingu...no i wzieliśmy te bagaże..wszystko fajnie...idziemy sobie do wyjścia...a tu zonk.... drzwi za nami się zamknęły, znaleźliśmy się w centrum handlowym, które było już zamknięte i nie dało się stamtąd wyjść. Karta parkingowa oczywiście nie działała, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach. Panika w oczach..brak pomysłu na ewakuację...ale na szczęscie miły pan holender, który jeszcze na szczęście został chwilkę w pracy (w jakimś markecie) pogadał po holendersku (nie wiadomo o czyn :) )prze jakiś dziwny intercom z jakimś innym holendrem po tym holendersku i chyba się dogadali bo drzwi się otworzyły i mogliśmy wyjść. Ufff... Ale strachu troche było, bo perspektywa spędzenia nocy w jakimś holu supermarketu nie była najfajniejsza jak na drugi dzień podróży poślubnej.
Grunt, że w hotelu jest internet. Ale za parking zapłacimy słono....
A jutro do Brukseli :)
pozdrawiamy






0 komentarze: