CLICK HERE FOR BLOGGER TEMPLATES AND MYSPACE LAYOUTS »

czwartek, 6 listopada 2008

Czwartek 06.11.2008 r.

Dziś wywiało nas prawie na koniec świata :) Ze Sion wyruszyliśmy do Adermatt. Widoki były przepiękne a droga kręta :)



Pogoda rano była super. Jechaliśmy w stronę ośnieżonych szczytów.


było co podziwiać


Ośnieżone szczyty na wyciągnięcie ręki (prawie) :)


Im dalej jechaliśmy tym więcej śniegu dookoła... ciekawe jaka pogoda w Polsce?
Okazało się w końcu, że ze względu na pogodę i UWAGA: ZAGROŻENIE LAWINOWE :) wszystkie przełęcze były zamknięte i nie dało się dojechać do Andermatt samochodem. Tu właśnie rozpoczęła się nasza przygoda.

Do Andermatt pojechaliśmy i tu znów UWAGA: SAMOCHODEM NA POCIĄGU! Kursuje tam specjalny pociąg, na który wjeżdża się samochodami i on wtedy jedzie przez tunel (baardzo długi ciemny tunel-ok. 15 min. jazdy). Pasażerowie oczywiście zostają w samochodach. To było na prawdę super. Spróbowaliśmy czegoś nowego.



A tu już Andermatt. Bardzo łądne górskie miasteczko, do którego w sezonie przyjeżdża mnóstwo turystów, jest gdzie pojeździć na nartach.


Fajnie jest budzić się w takim miasteczku i mieć za oknem taki widok.


To diabełek siedzący nad potokiem.


Pospacerowaliśmy trochę po miasteczku i napotkaliśmy to oto słodkie futrzaste stworzenie :) które przyszło do mnie się pokiziać :) i trochę miauczało :) to futro.






Hotel zarezerwowaliśmy sobie wcześniej w Sedrun. Niestety nie wiedzieliśmy wcześniej, że nie będzie się dało dojechać tam samochodem :)
Okazało się, że musimy znów jechać pociągiem. Tym razem kosztowała nas ta podróż duuużo więcej niż poprzednia, a to dlatego, że my jechaliśmy normalnie w pociągu a nasz Opel na takiej platformie doczepionej za ostatnim wagonem pociągu. Okazało się też, że mieliśmy wielkie szczęście, bo żeby zdobyć miejscówkę dla samochodu trzeba ją wcześniej zarezerwować, a ktoś właśnie anulował rezerwację i było dla nas ostatnie jedyne miejsce (biorąc pod uwagę, że było miejsce w sumie tylko na 3 samochody i ktoś właśnie zrezygnował to mieliśmy duuuuże szczęście). Samochód nie był właściwie niczym ogrodzony, tylko miał jakieś blokady na kołach i właściwie żednych barierek ani nic takiego nie było. Dlatego przez całą drogę zastanawialiśmy się, czy może gdzieć tam nie wpadł w przepaść :)

A na tej stronie możecie obejrzeć zdjęcia tego pociągu:

http://www.mgbahn.ch/picturegallery.php?13_8_first=0



Widoki z pociągu zapierały dech w piersiach. Przez całą drogę zastanawialiśmy się, czy ten pociąg przypadkiem się nie "GIBNIE" :) i czy nie spadniemy w dół. A było sporo metrów przepaści obok torów.


Ale mimo wszystko warto było, bo takich widoków nigdy byśmy nie zobaczyli jadąc samochodem. Ale trochę strachu się najedliśmy.


Ilość śniegu oczywiście zwiększała się wraz z rosnącą ilością metrów nad poziomem morza.


Prawdziwa zima w Alpach.


A to jedna ze stacji. Nad pięknym górskim jeziorem.


śnieg...śnieg...śnieg


Dojechaliśmu do Sedrunu, ale było już całkiem ciemno i nie zrobiliśmy zdjęć. Podjechaliśmy do hotelu a tam....ciemno...nic się nie świeci...nikogo nie ma :) I znów przygoda... Pani recepcjonistka (tzn. jakaś starsza pani spała w swoim pokoju gdzieś na górze) w końcu usłyszała nasze pukanie i dała nam klucz do pokoju. Okazło się, że dzwoniła do nas, ale akurat Janek nie odebrał i chciała nam chyba powiedzieć (tzn. tyle zrozumieliśmy z jej Schwyzerduetsch-czyli jakiegos niemicko-szwajcarskiego dialektu), ze dzis maja zamknięte :) i dzięki temu, że nie odebraliśmy oni chcąc niechcąc przygotowali nam pokój i mamy gdzie przenocować.

Uffff...jakoś daliśmy radę.

Jutro jedzemy do Merano (Włochy) do mojej cioci i wujka w odwiedziny. Merano jest też w Alpach. Ale żeby tam się dostać chyba też musimy pojechać pociągiem.. Ale to zawsze jakieś urozmaicenie.


A i jeszcze niespodzianka dla miłośników FEEl'a:
http://www.joemonster.org/filmy/11955/Mam_bawola_glos_Feel

POZDRAWIAMY

0 komentarze: