CLICK HERE FOR BLOGGER TEMPLATES AND MYSPACE LAYOUTS »

sobota, 8 sierpnia 2009

Barcelona, lodowy pingwin i inne

Pierwszy dzień naszych wakacji był wyjątkowo długi. Rozpoczął się w Warszawie a zakończył w Barcelonie :)


Po przylocie od razu poszliśmy zwiedzać, bo my zwiedzaczki małe mamy to we krwi :F


Na pierwszy rzut poszła słynna promenada La Rambla, którą doszliśmy wprost do morza.


Na La Rabla od czasów niepamiętnych handlarze zwierząt sprzedają różne ptaki i inne zwierzęta. Jak się dziś przekonaliśmy sprzedają też jeże, chomisie, szynszylki, wiewióreczki i inne małe futrzaczki :)




Po długim spacerze doszliśmy do portu.




W porcie poszliśmy do Akwarium podziwiać podwodny swiat.













Ruchomym chodnikiem przesuwaliśmy się wgłąb odchłani rojącej się od straszliwych potworów morskich....







A to mój ulubiony potwór- LODOWY LODOWY PINGWIN\:D




Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić romantycznego spaceru wzdłuż plaży...





Na koniec widzieliśmy puchate fontanny\:)




Jutro ciąg dalszy, zapraszamy!


Witam, teraz pisze ja, czyli Jan.

Pierwsza rzecz, ktora rzucila mi sie w oczy a wlasciwie "w nos" to to ze tu strasznie smierdzi. Z kazdej dziury w ziemi wydobywa sie taki charakterystyczny zapach , ktory mimo ze nie jest zbyt przyjemny przywoluje mile wspomnienia , bo ostatnio jak tu bylem to pachnialo dokladnie tak samo. Nie wiem , mozna sie przyzwyczaic - tym bardziej , ze w bardziej reprezentacyjnych miejscach zapach znika. Poza tym ogolnie pare rzeczy obudzilo moje wspomnienia z niezapomnianych wycieczek z wujkami : granizado (czy jak to sie tam pisze) - wspanialy napoj zwany przez moja ukochana "lodowym pingwinem " <> a zrobiny ze zmiksowanego lodu i soku lemonowego (na pewno niektorzy pamietaja jak to z szanownym Maciejem pilismy je sobie w Torre o poznej porze i jakie byly tego konsekwencje) oraz tzw Clara napoj piwno - lemoniadowy - ze znaczna przewaga lemoniady . Do tego wspaniale owoce morza, dopiero co wylowione i wspaniale podane (wymieszane w glebokiej misce z blizej niezidentyfikowanym sosem). To jest to co w Hiszpanii piekne (wlasciwie Katalonii, nazwij Katalonczyka Hiszpanem a masz duze szanse na guza) ! Takie luzne podejscie do zycia, na zywiol, na maniana :) Jedzenie jest pyszne, nie wyglada za dobrze , restauracje tez nie grzesza przesadna czystoscia . Ale w Hiszpanii to nie przeszkadza a wlasciwie mozna powiedziec , ze poteguje doznania:)

Taaak, to miejsce swietnie poprawia humor:) nie trzeba sie przejmowac czy swiatlo na przejsciu jest zielone czy czerwone , jesli nic nie jedzie to policjantom nie chce sie nawet spojrzec na kogos (czyli wlasciwie wszystkich pieszych) przechodzacych na czerwone - ilez to by bylo wypisywania !! Jutro na pierwszy ogien idzie Sagrada Familia czyli chyba najbardziej psychodeliczna budowla na swiecie(powstal z polaczenia geniuszu z narkotykami , wiec uwierzcie ze wyszlo naprawde cos bardzo dziwnego i niepowtarzalnego , zreszta ma powstawac jeszcze ze dwadziescia lat zanim bedzie w miare skonczone).
Ogolnie jest super. Tak jak powinno byc :) Do jutra:)









2 komentarze:

Karolcia pisze...

ale Wam dobrze!:)))) Barcelona mi się marzy, głównie ze względu na Gudiego:) Toteż zadraszczam nieziemsko:DDD Całusy dla Was obojga i czekam z niecierpliwością na kolejną relację:)))):****

kiciula pisze...

no dobrze dobrze :) tu jest po prostu bosko! :)
W nowym poście kilka zdjęć budowli Gaudiego ;)
buziole!